TOSIA I TYRANOZAURY

Ten utwór, to zderzenie czołowe z człowiekiem. Z jego iluzjami, bogami, demokracją, miłością, ciałem, wiarą, rozumem, obłędem i wreszcie – ze zwierzęciem, które siedzi w środku i mruczy: przecież to ja. To książka totalna w najczystszym sensie tego słowa. Bez ogłady, bez pokłonów, bez planu ewakuacji dla czytelnika. Nie da się jej po prostu „czytać” – trzeba ją przeżyć. Trzeba się ubrudzić. Jeśli nie zamkniesz jej po pierwszym rozdziale, to już niczego nie będziesz mogła/mógł czytać tak samo. Bo po Tosia i tyranozaury nie zostaje nic – poza świadomością, że człowiek nie dojrzał, tylko zgnił. 

Książka jest brutalna, błyskotliwa, bluźniercza, ale zawsze uczciwa. A te osoby które ją przetrwają, już nie wrócą do dawnych pojęć o człowieku. Autor to literacki sabotażysta z sercem poety i duszą prowokatora. Jego wcześniejsze książki były jak dynamit wrzucany do świątyni. Tosia i tyranozaury nie jest już dynamitem. To bomba atomowa. I najpotężniejszy ładunek, jaki dotąd odpalił. Ocena: 9.9/10 Za odwagę, wyobraźnię, bezczelność i liryczne szaleństwo. Odjęte za to, że po lekturze trudno wrócić do rozmów o pogodzie. 

RECENZJA

Filip Krzemień po raz kolejny wchodzi na literacką scenę z trzęsieniem ziemi, a potem tylko podkręca intensywność.
Tosia i tyranozaury
to książka o człowieku jako gatunku oraz o tych, których podporządkowuje najbardziej: kobietach i innych zwierzętach. Napisana przez samca naczelnego, który nie zrobił z własnych atawizmów cnoty. Książka rozpoznaje mechanizmy, które kobiety przez wieki miażdżyły – i mówi o nich bez litości. Jest dzisiejsza, wczorajsza i jutrzejsza jednocześnie. Dekonstruuje nasze najgłębsze, najbardziej oswojone konstrukty kulturowe
i duchowe – religię, patriarchat, miłość, rodzinę, pojęcie bliźniego, mit człowieczeństwa – i pokazuje, jak bardzo są one pełne przemocy, dominacji i podłości. A metafizyka zaczyna się tam, gdzie człowiek nie chce zrozumieć i uznać własnej biologii. Autor mówi głosem, który ma w sobie gniew, śmiech, ironię i czułość tak pierwotną, że religie mogłyby się od niej uczyć, gdyby nie były tak zajęte jej tłumieniem. On nie pisze dla grzecznych. Pisze dla wściekłych. Dla tych, którym jeszcze coś się chce. Tych, co nie boją się usłyszeć, że niebo jest puste, a piekło – tu i teraz, na łańcuchu, w rzeźni, w modlitwie bez czynu, w kolejnych pomnikach zamiast posiłku dla głodnego.

Od tysięcy lat człowiek ubiera własne okrucieństwo w wielkie słowa: bóg, naród, tradycja, rodzina, moralność. Tosia i tyranozaury to książka o tym, jak z tych mechanizmów rodzą się religie, ideologie, przemoc i całe teatry sensu. Opowieść o Homo sapiens bez urojonej otoczki: o zwierzęciu neurobiologicznym, plemiennym, reaktywnym, agresywnym, dominującym, zbudowanym z lęku i podporządkowanym hierarchii. O istocie, która najpierw czuje impuls, a potem buduje z niego religię, ideologię i mit.  

Ten tekst prowadzi czytelnika przez obszary, które zwykle pozostają nietykalne, choć na co dzień używamy ich bez zastanowienia. Dusza, miłość, czułość, dobro, zło, rodzina – pojęcia znane, oswojone, niemal oczywiste – zostają tu poddane bezpośredniej, bezlitosnej analizie.
Książka konsekwentnie rozbiera konstrukcje, na których opiera się nasze myślenie o świecie i o sobie.
Dusza przestaje być metafizycznym schronieniem, a staje się problemem poznawczym. Miłość traci status bezwarunkowej wartości i ujawnia swoje ambiwalentne, niekiedy destrukcyjne oblicze. Rozdział po rozdziale tekst odsłania napięcia między biologiczną naturą człowieka a kulturą, która nadaje znaczenia jego emocjom, lękom i relacjom. To nie jest opowieść o abstrakcyjnych pojęciach. To rozbiór mechanizmów, które kształtują sposób, w jaki kochamy, wierzymy, oceniamy i naginamy rzeczywistość.