Takiej książki jeszcze nie było. I być może długo nie będzie.
Tosia i tyranozaury to nie jest powieść. To nie jest beletrystyka, esej, felieton ani manifest.
To traktat filozoficzny, który nie prosi o miejsce przy stole – on ten stół rozwala. 💥 Roztrzaskuje. I pyta, czy był wart budowania. 🤔
Tosia i tyranozaury to filozoficzny manifest w formie literackiego nokautu – MILION znaków oskarżenia wobec człowieka, religii, władzy, miłości i wszystkiego, co nazywamy cywilizacją.
To książka totalna, która działa jak promieniowanie: wchodzi w organizm i zaczyna mutować świadomość.
Brutalna, błyskotliwa, bluźniercza, ale zawsze uczciwa.
Nie wszyscy ją przeczytają.
Jeszcze mniej osób ją zrozumie.
Ale ci, którzy przetrwają, już nie wrócą do dawnych pojęć o człowieku."
Ta książka zaczyna się tam, gdzie kończą się wymówki. Nie pyta, po której jesteś stronie, bo najpierw rozbiera na części samo pojęcie „strony”.
Zanim padnie słowo o dobru i złu, pokazuje mózg, który je wymyślił; zanim pojawi się moralność – mechanizm, który pozwala ją zawiesić; zanim padnie „miłość” – system, który nauczył się mówić o niej, jednocześnie produkując przemoc.
Tosia i tyranozaury nie opowiada o upadku cywilizacji. Ona pokazuje, że cywilizacja od początku działa według tych samych algorytmów strachu, dominacji i samozakłamania – tylko zmienia dekoracje.
Jeśli szukasz książki, która utwierdzi cię w przekonaniu, że jesteś po właściwej stronie historii, odłóż ją natychmiast. Jeśli chcesz zobaczyć, dlaczego historia wciąż mieli te same ofiary, czytaj dalej.
To książka, która nie zajmuje stanowiska w debacie. Ona rozbiera samą debatę na części biologiczne, kulturowe
i poznawcze – i pokazuje, dlaczego od tysięcy lat kręcimy się wokół tych samych mechanizmów przemocy, dominacji
i samozakłamania.
Tosia i tyranozaury to literacko-filozoficzna sekcja zwłok cywilizacji. Autor nie opisuje wydarzeń – on analizuje algorytmy, które stoją za religiami, władzą, moralnością, wojną, antropocentryzmem i pozorną empatią człowieka. Bo to rozprawa o tym, jak działa człowiek, zanim zacznie opowiadać sobie historie o dobru.
Punktem wyjścia nie jest fabuła, lecz biologia i poznanie: plejstoceński mózg, lęk, potrzeba pocieszenia, skłonność do oddawania odpowiedzialności systemom, które oferują proste odpowiedzi.
Religia, moralność i kultura nie są tu traktowane jako świętości, lecz jako produkty ewolucyjne – narzędzia, które równie często służyły ochronie, co legitymizowaniu przemocy.
To książka o tym, dlaczego człowiek potrafi czuć wzruszenie i jednocześnie zadawać cierpienie, nie widząc w tym sprzeczności.
Forma tekstu jest hybrydowa: manifest, esej, list, filozoficzny akt oskarżenia. Dzięki temu książka nie zamyka się w jednym rejestrze – raz tnie jak skalpel, raz działa jak detonator.
Czytelnik nie jest prowadzony narracją, lecz zmuszany do konfrontacji z własnymi schematami myślenia.
To nie jest książka o „złych ludziach”. To książka o mechanizmach, które sprawiają, że przeciętni ludzie robią rzeczy potworne, a potem nazywają je tradycją, wiarą, porządkiem świata albo koniecznością.
Jest to najbardziej kompletna książka o człowieku, jaka powstała. Nie tylko ze względu na objętość, lecz przede wszystkim przez wielość perspektyw i zagadnień, które autor rozbiera na czynniki pierwsze: od biologii i poznania, przez religię i moralność, po kulturę, przemoc i empatię.
A wnioski?
Zaskakujące nie dlatego, że są mogą być radykalne, lecz dlatego, jak bardzo okazują się oczywiste – gdy już zostaną wypowiedziane bez mitów, bez symboli i bez pocieszeń.
Książkę polecam tym, którzy chcą zrozumieć, dlaczego cywilizacja ciągle produkuje przemoc, mimo deklarowanej moralności, interesują się związkiem biologii, świadomości i etyki, nie szukają ukojenia, lecz rozbrojenia iluzji, uważają, że literatura może być narzędziem poznania, a nie tylko opowieścią.
Książka wymagająca. Ale też niewiarygodnie rzadka: nie próbuje być lubiana – wystarczy, że jest prawdziwa.
Pisana w szerokim oddechu. Nie zatrzymuje się na jednym problemie ani jednym oskarżeniu; myśli w skali epok, instynktów i długiego trwania ludzkiego umysłu.
Filip Krzemień nie opowiada historii – on rozsuwa warstwy świata i sprawdza, co pod nimi pracuje: lęk, potrzeba sensu, głód pocieszenia, a także zdolność człowieka do tworzenia narracji, które potrafią uspokajać sumienie i jednocześnie legitymizować przemoc.
Autor prowadzi czytelnika przez pejzaż, w którym empatia i okrucieństwo wyrastają z tego samego źródła, a język dobra bywa cienką warstwą przykrywającą systemy dominacji.