Filozof. Eseista. Prozaik. Pisarz niepokorny. Twórca języków oporu.
Filip Krzemień to jeden z najbardziej bezkompromisowych głosów współczesnej literatury polskiej. Pisarz, którego twórczość wykracza poza klasyczne ramy gatunkowe. Jego książki i eseje balansują między traktatem filozoficznym, powieścią, satyrą, manifestem i literaturą buntu.
Nie jest autorem szukającym pocieszenia w religijnej duchowości ani pisarzem od wygodnych odpowiedzi. Jego twórczość idzie w przeciwną stronę: zachęca do samodzielnego myślenia, kwestionowania utartych ścieżek i szukania sensu życia poza ramami religijnych dogmatów, dawnych autorytetów oraz kulturowych przyzwyczajeń.
Krzemień pisze literaturę obrazoburczą, ponieważ świat, który opisuje, sam od dawna obraża wszystko, co żywe: zwierzęta, kobiety, dzieci, ciała, rozum, czułość, wolność. A potem nazywa tę obrazę religią, tradycją, moralnością albo porządkiem.
Jego pisarstwo wyrasta z oporu wobec systemów, które pozwalają człowiekowi krzywdzić innych, a następnie ubierać tę krzywdę w język dobra, świętości, rodziny, narodu, kultury czy duchowości. W centrum tej krytyki znajduje się religia jako system społecznej kontroli, narzędzie podporządkowania i mechanizm produkowania lęku, winy oraz posłuszeństwa.
Krzemień nie traktuje religii łagodnie, ponieważ nie widzi powodu, by łagodnie traktować ideologię, która wpływa na prawo, edukację, rodzinę, politykę, seksualność, ciało kobiety, wychowanie dzieci i stosunek człowieka do zwierząt. W jego tekstach religia nie jest estetycznym elementem kultury ani miękką opowieścią o sensie. Jest strukturą władzy. Jest językiem dominacji. Jest jednym z najwygodniejszych kłamstw człowieka.
Autor konsekwentnie pokazuje, że religijne dogmaty nie zostają w prywatnej głowie wierzącego. Przekładają się na decyzje, prawo, edukację, relacje społeczne, przemoc wobec kobiet, tresurę dzieci, pogardę dla ciała i usprawiedliwianie okrucieństwa wobec zwierząt. Dlatego nie interesuje go deklaracja: „każdy ma prawo wierzyć”. Interesuje go to, co z tej wiary wynika.
